poniedziałek, 6 maja 2013

wolno po lotnisku

Jest marcowy ranek, frankfurckie lotnisko zakończyło właśnie nierówną walkę z Matką Naturą i silnymi opadami śniegu i przyjmuje wreszcie na swojej płycie metalową puszkę, którą leciałam z Krakowa. 

Wysiadam i z torbą na ramieniu przemierzam długie lotniskowe korytarze pełne innych podróżnych. Nagle za sobą słyszę charakterystyczny, choć dość niespodziewany w tym miejscu dźwięk, na który od jakiegoś czasu jestem wyczulona - miarowe, metalowe szuranie i cykanie rowerowego łańcucha. Odwracam się, a moim oczom ukazuje się pan w garniturze na małym granatowym rowerku, radośnie pomykający wśród tłumu podróżnych. Zaskoczona przyglądam  mu się i myślę o tym, jak dużo dałabym teraz, żeby móc wsadzić swoją ciężką torbę, której pasek uwiera w ramię, na rowerowy bagażnik i żeby pojechać do swojej bramki o wyjątkowo odległym numerze. Rowerowo zmotoryzowany pan zdążył w tym czasie zniknąć na horyzoncie, a ja plułam sobie w brodę, że nie cyknęłam mu fotki. Nie dałam jednak za wygraną - zaczęłam zmasowany atak i poszukiwania innych rowerzystów.


Nie musiałam długo czekać, choć efekt jakościowo średni:


Zdecydowanie prościej było spotkać rowery zaparkowane i czekające na właścicieli, którzy załatwiali jakieś służbowe sprawy:





Spotkać można też rowery trzykółkowe dbające o czystość na lotnisku:


Po krótkiej wymianie zdań z jednym z rowerowo zmotoryzowanych dowiedziałam się, że rowerami, których jest kilkanaście jeżdżą pracownicy. Miałam oczywiście sto tysięcy innych pytań, ale pan miał swoją pracę, a ja swój samolot.

Bądźcie więc czujni, bo rowery są wszędzie, nawet tam, gdzie wydawałoby się królują metalowe latające puszki :)

3 komentarze:

  1. Na Heathrow rowery są wykorzystywane w znacznie poważniejszej roli - jako "karetki"
    http://news.bbc.co.uk/2/hi/health/8200436.stm

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajna opcja z tymi rowerami, jak dla mnie to powinno ich być więcej.

    OdpowiedzUsuń