sobota, 10 marca 2012

Rowerowe spotkania na Placu Inwalidów

Poruszanie się rowerem stwarza możliwość spontanicznych kontaktów w przestrzeni publicznej. Krótka, niezobowiązująca wymiana zdań lub choćby tylko uśmiechów ze znajomym, sąsiadem, lub przypadkowym współczekaczem na czerwonym jest bardzo ważna dla rozwijania naszych więzi z innymi ludźmi. Kierowca auta czekający w korku nie ma możliwości pogawędki z właścicielem samochodu na pasie obok.





Na Placu Inwalidów krzyżuje się wiele tras komunikacji zbiorowej i rowerowej, zatem często można zobaczyć tam przykłady takich luźnych interakcji. Jeśli zagadamy się dłużej i mamy chwile wolną, możemy wejść do Parku Krakowskiego na krótki spacer. Szkoda jednak, że rowerem nie jest łatwo się tam dostać.

10 komentarzy:

  1. Zamierzam przesiasc sie na rower z samochodu. Wlasnie odwiedzam sklepy rowerowe, pytam znajomych itd. Jestem juz wlasciwie zdecydowana na te zmiane w moim zyciu zwlaszcza ze pamietam raj na ziemi, gdy mieszkajac w Kopenhadze oraz Amsterdamie jezdzilam tylko na rowerze, a tam rowerzysta na drodze byl krolem! Mam jednak dwie watpliwosci: boje sie jezdzic po ulicy. Czy moge jezdzic po chodniku tam gdzie nie ma alejek? I drugie pytanie: spodobal mi sie sliczny martkowy rower za ponad tysiac zlotych. Ale czy ma to sens? Czy nie zniknie niedlugo po kupnie? Innym slowem: jak sie zabezpieczyc pzred kradzieza? A moze lepiej kupic uzywany na allegro za stowe, przynajmniej nie bedzie zal?

    OdpowiedzUsuń
  2. po pierwsze, rowerem można znaleźć wiele alternatywnych tras, omijających ruchliwe ulice. Po chodnikach można jeździć tylko w szczególnych przypadkach: w trudnych warunkach lub jeśli chodnik jest szeroki i wiedzie wzdłuż ulicy z dopuszczalną prędkością 70 km/h lub więcej. Polecam sprawdzić planowane codzienne trasy na tej wyszukiwarce połączeń rowerowych: http://ibikekrakow.com/mapa-z-wyszukiwarka-tras-rowerowych-krakow/
    Poza tym nie ma się czego bać, na mniej ruchliwych ulicach strach ma tylko wielkie oczy.
    Śliczny rower zawsze ma sens, lans, wiadomo :) Jeśli rower się odpowiednio zabezpieczy i parkuje w bezpiecznych miejscach, nie ma się czego obawiać. Kradzieże chyba głównie zdarzają się z piwnic i innych miejsc przechowywania nocą. Koniecznie trzeba się zaopatrzyć w dobre zapięcie typu U-lock i na nim nie oszczędzać. Pewna, markowa kłodka to wydatek minimum 100 zł, ale zapewniam warto i trzeba to wliczyć w cenę roweru. Sam używam nie najtańszego roweru i nie mam obaw przed parkowaniem go "na mieście".

    Gratuluję dobrego wyboru! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieki za odpowiedz :) To ja jeszcze ma jedno pytanko: lepiej parkowac na zewnatrz, przy ulicy, czy w srodku, np w kamienicy, przypinajac do poreczy? To tak w kwestii tych kradziezy. Slyszalam rozne opinie, np ze niby w srodku bezpieczniej, ale w rownoczesnie w srodku czesciej kradna, bo jak juz zauwaza ze jest tam rower, to moga wiecej zcasu poswiecic na forsowanie zapeicia, nie bedac zauwazonym. Na zewnatrz wszyscy widza Twoj rowerek, ale rownozcesnie chyba zlodziej ma gozrej kombinowac przy rowerze, skoro pzrechodza obok ludzie. No ale z kolei na zewnatzr rower jest narazony na czynniki atmosferyczne...No juz sama nie wiem. Co o tym sadzisz?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jak mówisz każda opcja ma jakieś za i przeciw. Moim zdaniem jednak lepiej trzymać w kamienicy. Jeśli rower jest przypięty dobrej klasy kłódką to potencjalni złodzieje muszą narobić hałasu, żeby je sforsować. Powinno ich to wystarczająco zniechęcać. Osobiście bym roweru na deszcze nie wystawił.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ważne, żeby nie poprzestawać na przypięciu samego przedniego koła! Jeśli nie mamy drogich, kuszących złodzieja sportowych kół (bo i po co w rowerze miejskim), które można jednym ruchem wyciągnąć i zabrać ze sobą, przede wszystkim przypinamy ramę roweru. Ja staram się zapinać zawsze ramę i jedno koło tak, żeby rower nie mógł się przewrócić - czyli ciasno. U siebie mogę bezpiecznie trzymać rower na klatce, ale jak jestem gdzieś w gościnie, przypinam w rozsądnym miejscu - tak żeby nikomu nie przeszkadzał - i zakładam na siedzenie torbę, żeby w razie deszczu było rano suche. Od trzech lat nikt mi niczego nie ukradł. A właściwie to raz - z torebki podsiodłowej ukradziono mi zardzewiały, pokrzywiony śrubokręt, łatki z klejem i starą skarpetę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aha, owszem, jestem na zdjęciu. Jechałem od fryzjera. Na rowerze, bo było za daleko, żeby iść piechotą, a dzień był zbyt piękny, żeby jechać komunikacją miejską. Proste ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Ja tez slyszalam ze zapeicia typu U-lock sa najlepsze, ale maja chyba jeden minus: ze czasem nielatwo zapiac rower. Pod tym wzgledem najlepsze sa kielbasy, mozna niemal wszedzie zapiac przy ich pomocy rower. No ale kielbasy sa chyba malo bezpieczne :(

      Usuń
    2. W kasku i szarej bluzie. Może wyglądać dziwnie, że jadę z torbą kurierską od fryzjera, ale to dlatego, że wcześniej byłem na Rybitwach i miałem ze sobą zakupy.

      @ Anonimowy: U-lock często jest też cięższy, ale za to łatwo nim przypiąć rower "na sztywno", tj. tak, żeby się nie przewracał. Z początku trzeba trochę ogarnąć technikę przypinania, ale na dłuższą metę to po prostu najbezpieczniejsze rozwiązanie. Z tego co widziałem, te "kiełbasy" składają się z cieniutkiej linki stalowej opakowanej w blaszaną obudowę dużej średnicy powleczonej gumą. Ja bym nie ufał wydmuszkom.

      Usuń
    3. @Anonimowy: kiełbasy są zdecydowanie mało bezpieczne. Jeżeli chcesz cos wygodniejszego w użyciu niz U-lock, a równie pewnego, to polecam łańcuch.

      Usuń